wtorek, 22 października 2013

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 14

Rozdział 14

Od samego rana jestem strasznie zabiegana, zaspałam i dodatkowo przy jedzeniu śniadania poplamiłam się sokiem pomarańczowym przez co musiałam się przebrać. Do studia przybyłam spóźniona, dostałam opieprz od Steven'a, a następnie wykonaliśmy razem z ekipą kawał dobrej roboty. Co prawda cała sesja dłużyła się strasznie przez moje spóźnienie oraz przez zepsucie aparatu. Fotograf Ben musiał zadzwonić do swojego chłopaka, tak jest gejem, aby przywiózł mu zapasowy aparat. Niestety wszystko działo się o takiej porze, że na ulicach powstały korki i Mick przyjechał dopiero po dwóch godzinach. W między czasie musiałam odwołać spotkanie z Harry'm co było dla mnie trochę smutne. Na sam koniec gdy skończyliśmy po 20-stej z nieba zaczął padać deszcz, w sumie to była wielka ulewa, a ja jak to ja nie wzięłam, żadnej parasolki, a do stacji metra miałam 300 m. Biegnąc przez puste chodniki dotarłam do wyznaczonego celu jakim było metro. Weszłam do jednego z wagonów, a następnie usiadłam na jednym z kilku wolnych miejsc. Po półgodzinnej jeździe wysiadłam, po czym ruszyłam biegiem do domu. Wbiegając do środka, pani Steph włożyła mi w ręce biały puchowy ręcznik.
 - Dziękuję - rzuciłam ściągając przemoczone buty, a następnie wytarłam twarz i włosy w ręcznik.
- Idź się wykąpać, a później przyjdź do salonu, mamy gości - oznajmiła idąc do kuchni.
- Jak to gości? - zapytałam stojąc w korytarzu.
- Znasz ich skarbie, zrobię gorącą herbatę - odpowiedziała uśmiechając się do mnie szeroko, a kilka sekund później weszła do kuchni.
  Nie rozważając zbytnio tego kto siedzi w salonie udałam się do mojego pokoju, w którym zgarnęłam czyste i suche ubrania, a następnie udałam się do łazienki. Chwilę później stałam już pod ciepłym prysznicem, umyłam dokładnie całe ciało oraz włosy szamponem o zapachu kokosu. Wychodząc z pod ciepłej wody zakręciłam korki oraz wytarłam się beżowym ręcznikiem. Zakładając białą bieliznę spojrzałam w lustro, które ukazało moją przemęczoną twarz. Opłukałam delikatnie twarz wodą, aby się pobudzić. Wtarłam balsam o zapachu truskawki w ciało, a następnie ubrałam na siebie brązowe spodnie oraz kremowy sweterek z serduszkiem na środku. Mokre włosy wysuszyłam czarną suszarką. Nie malując się ustawiłam pralkę, a chwilę później wyszłam z łazienki i ruszyłam do salonu. W pomieszczeniu ku mojemu zdziwieniu zastałam moich starych/teraźniejszych przyjaciół, którzy oglądali zdjęcia Melanii na laptopie, którego niedawno kupiłam za pierwszą sesję zdjęciową.
 - Dobry wieczór - przywitałam się ze wszystkimi.
- Mama! - krzyknęła dziewczynka wstając z kolan Harry'ego.
- Hej Emily - przywitali się ze mną goście, a Mel przytuliła się do moich nóg, ukucnęłam na chwilę, a następnie podniosłam i ułożyłam sobie dziewczynkę na moim prawym biodrze.
- Emily tutaj mam do Ciebie herbatę i kilka kanapek - oznajmiła staruszka kładąc na stoliku wcześniej wymienione naczynia.
- Dziękuję - odpowiedziałam grzecznie, czując na sobie wzrok wszystkich osób w średnim rozmiarze salonu.
 Siadam na jednym z wolnych miejsc, po mojej prawej siedzi Danielle, a po lewej Perrie, dziewczyny uśmiechają się do mnie, na co odpowiadam im tym samym.
 - Mamusiu gdie bylas  tyle casu? (Mamusiu gdzie byłaś tyle czasu?) - pyta mnie córeczka, która stoi przede mną z rękoma ułożonymi na biodrach.
- W pracy - odpowiadam dając jej pstryczka w nos.
- Ale Ty zawse koncys wcesniej(Ale Ty zawsze kończysz wcześniej) - mówi marszcząc śmiesznie nosek z frustracji.
- Wiem skarbie, ale dzisiaj wszystko poszło zupełnie na opak, zaspałam, w połowie sesji rozwalił się aparat, a potem czekaliśmy na zapasowy z dwie godziny, ponieważ pewien pan, który go przywiózł trafił na korek i spędził w samochodzie trochę czasu - odpowiadam uśmiechając się przepraszająco.
- Dobre tylko to ostatni raz mamo (Dobrze) - mówi, na co my wszyscy zaczynamy się śmiać.
 Dziewczynka obrażono podchodzi do Hazzy i wtula swoją główkę z lokami w bluzę chłopaka. Jakiś czas później żegnamy się z prawie całym towarzystwem, Styles, który został pomógł mi wykąpać oraz przebrać dziewczynkę w piżamkę w księżniczki. Obecnie siedzimy w pokoju, który również jest pokojem Melanii.
 - Tatusiu zaspiewas mi cos? (zaśpiewasz, coś) - pyta podnosząc się delikatnie na ramionach.
- Pewnie skarbie - odpowiada, a następnie słowa spokojnej melodii wydostają się z jego ust - Well I know the feeling. Of finding yourself stuck out on the ledge And there ain't no healing From cutting yourself with the jagged edge I'm telling you that It's never that bad Take it from someone who's been where you're at Lay down on the floor And you're not sure You can take this anymore*
 Słuchając spokojnego głosu mężczyzny nawet nie wiem kiedy, a mojej powieki opadły ze zmęczenia. Kładąc głowę na łóżku Melanii, poczułam jak ktoś mnie podnosi, a następnie kładzie mnie na moje łóżko. Podnoszę delikatnie powieki, a moim oczom ukazuje się Harry, który szepcze abym spała dalej.

 - Zostań - mruczę cichutko.
 Mebel delikatnie się ugina, moje drobne ciało zostaje przykryte oraz opatulone ramionami Styles'a. Zasypiam kiedy jego usta całują moje czoło.



---------------
Cóż, znam to uczucie
Gdy znajdujesz się na krawędzi
I nie ma leku
Przed zacięciem się postrzępionym ostrzem

Mówię Ci że
Nigdy nie jest tak źle
Posłuchaj kogoś kto był tam gdzie teraz Ty
Leżysz na podłodze
I nie jesteś pewna
Czy możesz to znieść* Nickelback - Lullaby

Wróciłam i dodaję 14! Zbytnio nic się nie dzieje, ale już niedługo to się zmieni. Komentujcie! Buziaki :****** Werka! :)

wtorek, 15 października 2013

News

News
Mam dobrą i złą wiadomość:
Dobra to taka, że postanowiłam napisać nową historię i już niedługo podam link do nowego opowiadania.
Zła to taka, że od jutrzejszego rana do sobotniego wieczora mnie nie będzie oraz nie będę miała dostępu do internetu, ze względu na wyjazd nad morze :(



środa, 9 października 2013

Rozdział 13

Rozdział 13

 Nigdy nie lubiłam widoku kiedy ktoś z moich bliskich płacze, nigdy. Taki widok od zawsze powodował, że łzy ciurkiem wylatywały z moich niebieskich tęczówek. Wczorajszy widok kiedy razem z Zayn'em siedzieliśmy w kuchni przepraszając się co po chwila nie zniknie mi z pamięci, bowiem chłopak płakał przy mnie po raz pierwszy w życiu. Jego łzy, które płynęły po policzkach spowodowały, że nie wytrzymałam i sama się rozpłakałam.


 Ale to nie było wszystko. Chwilę później do pomieszczenia weszła moja córeczka, która tak zawzięcie mnie poszukiwała.
 - Mama? - zapytała wchodząc do kuchni, zauważając, że siedzę tam z mulatem szybko podbiegła do Nas.
- Tak? - odpowiedziałam pytaniem spoglądając na Nią.
- Wujku dlacego places? Och nnie plac, mamusia nie ciala Cie oblazic (tzw. "Wujku dlaczego płaczesz? Och nie płacz, mamusia nie chciała Cię obrazić) - powiedziała podchodząc do Malika, a następnie wskoczyła mu na kolana i przytuliła najmocniej jak umiała.
- Kochanie mama mnie nie uraziła, Emily wybaczyła mi i teraz płaczę ze szczęścia - odpowiedział uśmiechając się delikatnie przez łzy.
- Och, kocham Cie wujku - rzuciła, a następnie ucałowała chłopaka w prawy policzek - Nie plac, mamusia zawse Ci wybacy (tzw. "Nie płacz, mamusia zawsze Ci wybaczy").


 No matter how far we go, I want the whole world to know
I want you bad, and I wont have it any other way
No matter what the people say,
I know that we'll never break
Cause our love was made, made in the USA
 Made in the USA, yeah
*

 Krótki dźwięk piosenki Demi Lovato wybudził mnie z rozmyślań, zdziwiona spojrzałam na telefon, a ten ukazał mi, że dostałam wiadomość od mojego szefa.

 "Przepraszam Emily, że piszę tak późno, ale jutro będziesz miała sesję zdjęciową tam gdzie zawsze, bądź o 10:00. Błagam tylko się nie spóźnij! Stev"

 Nawet nie zdążyłam odpisać, a telefon oznajmił, że przyszła kolejna wiadomość tym razem od nieznanego numeru:

 "Mam nadzieję, że jutro będę mógł się z Wami zobaczyć. Całuję Hazz Xx"

 Harry? Skąd On ma mój nr komórki?

 "Będę dopiero wolna po 16. Skąd masz mój nr? Em xx"

 "To spotkamy się o 17? A to już moja słodka tajemnica. H xx"

" Mi pasuje, może być u mnie? Dlaczego? Em xx"

"Pewnie. Dobranoc :** H xx"

"Dobranoc, Em xx"

 Odpisałam, a chwilę później odpłynęłam w krainę morfeusza.

*****
 Krótki, ale zawsze coś. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Szczerze to napisałam Go w 20 min :) Komentujcie!  Werka <3

piątek, 4 października 2013

Rozdział 12

Rozdział 12


 - Nie mogę - wyszeptałam zatrzymując się pod dość znajomymi drzwiami.
- Emily proszę - chłopak odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie pięknymi, zielonymi tęczówkami oczu, które nasza córka odziedziczyła po nim.
- Harry, boje się - mruknęłam cicho trzymając Melanii na prawym biodrze.
 Loczek nic nie odpowiedział, sekundy później poczułam jego ręce oplatające mnie w pasie.
 - Dasz radę - wypowiedział słowa otuchy w moje włosy, a następnie pocałował mnie w czoło.

  Nie wiem kiedy, ale nagle weszliśmy do willi, moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa i zatrzymałam się przed wejściem do salonu. Chłopak nie pewnie złączył nasze dłonie w koszyczek, a chwilę później pociągnął mnie w głąb salonu, w którym siedzieli moi byli przyjaciele.
 - Jesteśmy - z wypowiedzianym słowem przez Styles'a, wzrok wszystkich zebranych spoczął na nas, a dokładnie na mnie i moją córkę.
 - Emily - szczęśliwy głos Danielle przerwał znaczącą ciszę, która uformowała się między nami.
 Sekundy później moje ciało zostało objęte rękoma mulatki.
 - Hej - wyszeptałam cicho nadal trzymając Melanii na biodrze, nie pewnie spuściłam głowę na dość interesującą jak na tę chwilę podłogę wyłożoną jasnymi panelami w odcieniu olchy.
- Mogę? - zapytała dziewczyna spoglądając na mój największy skarb.
- Pewnie - odpowiedziałam cicho podając mulatce dziewczynkę.
- Ciocia Danii - słodki głosik Melanii wypełnił pomieszczenie wraz z przejęciem mojej córki przez ręce Peazer.
- Mel, a z wujkiem to już się nie przywitasz? - zapytał się Liam podchodząc do Nas.
- Wujek Lii - krzyknęła dziewczynka wyciągając rączki do Payne'a.
 Z uśmiechem przyglądałam się jak para idzie razem z moją córką w stronę puszystego dywanu, który leży tuż obok dwóch kanap i dwóch foteli, którą w obecnej chwili zajmowała reszta towarzystwa. Stałam jak w murowana, nie wiedząc co ze sobą zrobić przyglądałam się wszystkiemu byle nie im. Osobą, które zraniły mnie najbardziej na świecie. Nie ruszając się z miejsca usłyszałam jak ktoś sprawnym ruchem wyłącza telewizor, ktoś inny wstaje i rusza w moją stronę. Sekundy później ciepłe ramiona niskiej blondynki obtulają moje chude ramiona, głowa ląduje w zagłębieniu szyi, a mój nos drażni nuta kwiatowego zapachu.
 - Przepraszam - słyszę cichutki szept Perrie, a ja niepewnie kładę moje ręce na jej ramiona tak aby móc ją przytulić z całych swoich sił.
 - To ja przepraszam - wyszeptuję, a następnie z moich oczu wypływają pojedyncze łzy bólu, tęsknoty oraz miłości do uroczej blondynki.

 Nie wiem nawet kiedy, a my siedzimy i rozmawiamy o dwuletniej rozłące, w pewnym momencie Eleanor zauważa wielką zmianę w moim ciele. Moje wystające kości policzkowe oraz chude ramiona nie tak trudno przeoczyć, ale udawało mi się to do momentu kiedy miałam na sobie jeszcze bluzę o dwa rozmiary za dużą.
 - Emily, czy ty... - zaczęła dziewczyna lecz nie pozwoliłam jej skończyć.
- Tak - wyszeptałam cicho ze strachem słyszalnym w głosie. Spuściłam głowę na swoje paznokcie, które w obecnej chwili znajdowały się na kolanach. Zaczęłam się nimi bawić, ale intensywność ich spojrzeń dała o sobie znać.
- Od ilu? - podjął temat Zayn.
- Nie wiem, nie zwróciłam na to uwagi - mówiłam cicho, ale ku mojemu zdziwieniu wyraźnie.
- Byłaś u lekarza? - kolejne pytanie zadał tym razem Niall.
- Tak, była - odpowiedział za mnie Harry, stojąc w przejściu z kuchni do salonu.

 Leżąc w łóżku wspominałam miniony dzień, strach oraz szczęście, które brakowało mi najbardziej. Teraz kiedy moi przyjaciele mi wybaczyli kłamstwo jestem w końcu szczęśliwa, ale nie najszczęśliwsza. do tego brakuje mi jeszcze ukochanej osoby, która w obecnej chwili próbuje to wszystko naprawić.



*****
 Przepraszam! Niestety szkoła zbyt bardzo mnie pochłonęła i całkiem zapomniałam o historii Emily. Dodaję i już nie przeciągam. Ach dzisiaj krótszy nie wiedziałam już co mam pisać! Paa :**

poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 11

Rozdział 11

 - Wujku powiesz co się ze mną dzieje ? - zapytałam przerywając dotychczasową ciszę.
- Masz anoreksję - odpowiedział cicho.
- Co? - zdziwiona wpatrywałam się w lekarza.
- Emily to nie są żarty, anoreksja jest poważną chorobą. Od tego się umiera! Masz szczęście, że masz jej początek, a twoje omdlenie było spowodowane zmęczeniem, ból głowy od niedostarczonych minerałów - westchnął. - Dziewczyno zacznij w końcu jeść - mówił, a gdzieniegdzie krzyczał mężczyzna.
- Dobrze - mruknęłam czując jak pod powiekami gromadzą się słone łzy.
- Zostawię Cię teraz - wypowiedział żegnając się ze mną.
- Dobrze - powtórzyłam zostając sama w białej sali, pociągnęłam białą poszewkę kołdry bliżej ciała, a następnie wtuliłam się w nie.
 Z moich oczu zaczęły wypływać łzy, jedna za drugą. Ułożyłam głowę na poduszkę, płacząc myślałam o sytuacji, w której się znalazłam. Przez własną głupotę mogłam skazać się na śmierć. Jestem głupia. Przecież Melanii jest dla mnie najważniejsza i nie pozwoliłabym jej gnić w domu dziecka. Niestety moja głupota jest wielka, że jeszcze jakiś czas, a dziewczynka odwiedzałaby mnie na cmentarzu.
 - Cii, nie płacz - usłyszałam ten piękny głos z jeszcze cudowniejszą chrypką, na którą jeszcze bardziej się rozpłakałam wtulając głowę w białą poduszkę. Ten delikatnie jakby bał się, że może mnie skrzywdzić, złapał za moją rękę.
 Chłopak przejęty moim zachowaniem podniósł delikatnie moją brodę tak, że nasze oczy spotkały się ze sobą.
- Mam anoreksję - wyszeptałam wtulając się w tors Harre'go.
- Cii, damy radę - odezwał się pocierając delikatnie dłońmi moje plecy odziane w szpitalną piżamę.


 - Mamo! - krzyk mojej słodkiej córeczki przywitał mnie od progu. Wchodząc głębiej przywitałam się z panią Brown oraz z Mel, następnie przedstawiłam im Harre'go, który podążał cały czas za mną.
- Tata? - zapytała słodko przechylając delikatnie głowę w lewo.
 Zdziwiona ponieważ nigdy nie przedstawiłam jej chłopaka, spojrzałam uważnie na Styles'a. Dziewczyna wycofała się na chwilę, a my zszokowani popatrzyliśmy się na siebie. Nie minęło nawet pięć minut, a Melanii wróciła razem z zdjęciem.
 - Tata - wykrzyknęła biegnąć do chłopaka, przytuliła delikatnie jego nogi, a ja wyjęłam z jej rączek zdjęcie, które przedstawiało mnie i Harre'go
 Z uśmiechem wpatrywałam się jak mężczyzna podnosi dziewczynkę wcześniej odkładając moją torbę z rzeczami, a następnie uśmiecha się i idzie do salonu.
 - Widzę, że się pogodziliście - ciszę przerwał głos staruszki.
- On chce wszystko naprawić, ale nie wiem czy da się to zrobić - mruknęłam smutno nawet nie patrząc na kobietę.
- Daj mu szansę skarbie, nie popełniaj tego samego błędu co ja - szepnęła przytulając mnie.
- Spróbuję - odpowiedziałam również ją przytulając.


- Emily!
- Tak? - zapytałam stojąc przy piecu.
- Chłopcy chcieliby Cię przeprosić i poznać małą - powiedział tuż nad moim uchem Harry.
- Ale - zaczęłam odwracając się do niego przodem.
- Żadne ale, Ems nie daj się prosić - poprosił kładąc ręce na moich barkach.
- Dobrze, tylko daj mi się ogarnąć. Ubierzesz Melanii? - zapytałam niepewnie ruszając do swojego pokoju.
- Pewnie - rzucił z wyczuwalnym szczęściem w głosie.

**********

Ulalala to już 11, szczerze to rozdział napisałam dwa dni temu, ale coś mi nie pasowała końcówka i ją zmieniłam :)
Werka

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 10

Rozdział 10

 Przez całą noc nie spałam, na szczęście dzisiaj nie mam, żadnej sesji. Od godziny 4 siedzę na małym tarasie i myślę o wczorajszym spotkaniu Harry'ego. Moje plecy oparte są o ścianę, nogi zgięte w kolanach i oplecione moimi rękoma. W takiej pozycji siedzę już od dłuższego czasu, który płynie tak szybko, że na niebie można zauważyć słońce.
 - Emily - podnoszę głowę na dźwięk mojego imienia.
 Odwracam delikatnie głowę, a moim oczom ukazuje się ku mojemu zdziwieniu Harry. Nie odpowiadam. Otumaniona czekam na jakikolwiek odezw chłopaka, nie spuszczam go z oczu. Ten cały zestresowany podchodzi do mnie, a następnie kuca i kładzie jedną rękę na moim kolanie. Zdziwiona jego ruchem wzdrygam się na co chłopak spuszcza delikatnie wzrok na swoje buty.
 - Co tu robisz - wyszeptałam na tyle, aby Harry mnie usłyszał.
- Przejechałem błagać Cię o wybaczenie - odpowiedział spoglądając na mnie niepewnie.
- Skąd wiesz gdzie mieszkam? - zadałam kolejne pytanie.
- Liam mi powiedział, ale nie złość się na niego - oznajmił mi patrząc na mnie ze smutkiem wypisanym na twarzy.
 Nic nie odpowiedziałam, bo w prawdzie mówiąc nie wiem co powiedzieć. Zamykam oczy, a następnie czuję jak po moich policzkach płyną łzy.
 - Ems, błagam nie płacz - słyszę cichy szept, który roznosi się w mojej głowie.
 Nie reaguję. Moje ciało przeszedł dreszcz, kiedy poczułam jak chłopak przytula mnie do swojego ciała. Jego ręce oplatają moje zmarznięte plecy, natomiast moje układając się na jego klatce piersiowej.
 - Boże Emily, ale ty jesteś zimna - mówi podnosząc się razem ze mną.
 Bierze mnie na ręce, po czym przechodzi przez salon, aż do mojego pokoju, który dzielę z córeczką. Chwilę później kładzie mnie na łóżko i wychodzi z sypialni. Wybucham jeszcze większym płaczem, wtulam się w poduszkę próbując się uspokoić. Nie wiem kiedy, ale po jakimś czasie czuję jak ktoś delikatnym ruchem gładzi mnie po plecach. Po kilku minutach ciszy, którą przerywał tylko mój płacz, uspokajam się. Podnoszę się i patrzę na osobę, która kiedyś była dla mnie wszystkim.
 - Proszę - słyszę jego cichy głos, a następnie przed moimi oczami ukazuje się kubek z ciepłą herbatą.
- Dziękuję - wyszeptuję biorąc od niego naczynie, po czym przykładam je do zimnych ust i upijam kilka łyków przez co w moim ciele robi się momentalnie cieplej.



 - Dlaczego? - pytam patrząc się na niego.
- Ale co? - opowiada pytaniem.
- Dlaczego mnie zostawiłeś? Dlaczego wolałeś ją ode mnie? Dlaczego uwierzyłeś w kłamstwo nowo poznanej osoby? Dlaczego pomyślałeś, że Cię zdradziłam, że Melanii to nie Twoja córka? Dlaczego? Powiedz mi dlaczego - poprosiłam łkając ponownie.
- Nie wiem - odpowiedział ze skruchą w głosie, a w oczach ukazany został cały smutek, który wyleciał razem ze łzami.
- Tylko tyle masz mi do powiedzenia?! - krzyknęłam zdenerwowana wstając z łóżka.
- Emily.. - zaczął lecz mu przerwałam.
- Żadna Emily, Styles. Po tym wszystkim nie wiesz co powiedzieć? Nienawidzę Cię! Jesteś nikim! - krzyczałam na niego chodząc po pokoju.
 W pewnym momencie zatrzymałam się, a następnie złapałam za głowę czując się coraz gorzej. Zachwiałam się lekko, a chwilę później usłyszałam krzyk Harry'ego wołający moje imię. Minęło kilka sekund, a ja upadłam. Zemdlałam.


 *Oczami Harry'ego*

 - Doktorze! - krzyknąłem wbiegając na drugie piętro budynku szpitalnego.
- Tak? - zapytał odwracając się w moją stronę.
- Wiadomo już coś o Emily Sirley? - odpowiedziałem pytaniem zatrzymując się przed nim.
- Właśnie do Niej idę z wynikami badań, przykro mi, ale nie mogę nic panu powiedzieć - oznajmił mi mężczyzna po 30-stce.
- Ale dlaczego? - zapytałem zdziwiony.
- Pacjentka Sirley nie wyraziła zgody na ujawnienie komukolwiek informacji na temat jej zdrowia - odpowiedział, a następnie odwrócił się i wszedł do najbliższej sali, w której jak się okazało leżała Emily.

 *Oczami Ems*

 - Witam ponownie panno Sirley - przywitał się ze mną po raz drugi doktor Kens.
- Dzień dobry doktorku - odpowiadam z uśmiechem na ustach.
- Powiedz mi Emily kiedy ostatnim razem jadłaś cokolwiek? - pyta mi się mężczyzna spoglądając na mnie uważnie.
 Zdziwiona jego pytaniem zagłębiam się w myślach nad odpowiedzią, ale ku mojemu zdziwieniu nie umiem odpowiedzieć.
 - Nie wiem - wyszeptuję.
- Właśnie tak myślałem - westchnął podchodząc bliżej łóżka szpitalnego, ręce ułożył na barierkach, po czym kontynuował - Emily według wyników badań okazało się, że straciłaś bardzo dużo na wadzę przez co masz anoreksję. Ems powiedz mi czy w twoim życiu coś się zmieniło od twojej ostatniej wizyty? - zapytał z troską w oczach.
- Zmieniłam pracę - wyszeptałam załamana.
- Na jaką? - dopytywał.
- Biorę udział w sesjach zdjęciowych od około tygodnia - oznajmiłam patrząc na moje ręce.
- Ale to nie wszystko prawda? - zapytał.
- Nie - wyszeptałam.
- Kochana powiedz mi od ilu my się znany? - zapytał patrząc na mnie z troską.
- Od zawsze wujku - odpowiedziałam.
- Właśnie od zawsze, Emily do cholery powiedz mi co działo się od ponad trzech lat - rzucił zdenerwowany.
- Zaszłam w ciążę! Harry mnie zostawił! Rodzice i reszta zostawiła mnie samą! Nieznana kobieta pomogła mi dając dach nad głowę! Urodziłam ledwo co córkę! Od jakiegoś czasu źle się czuję i nie daję rady z tym wszystkim! - wykrzyczałam płacząc.
- Kochanie ja nie wiedziałem, cii maleńka cii - szeptał tuląc mnie do swojego ciała.


------
 Kolejny napisany! Mam nadzieję, że Wam się podoba :) przepraszam za opóźnienia, ale nie dałam rady wcześniej. Minął tydzień od ostatniego rozdziału na tym blogu, ponad dwa miesiące od tego http://never-say-never-but.blogspot.com/ i niecały miesiąc od http://live-the-moment-of-1d.blogspot.com/ . Niestety nie daję rady ogarnąć wszystkie, ale jeszcze dziś dodam notkę na never say never but, chętnych zapraszam do przeczytania i skomentowania.
 Werka <3