sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 6

Rozdział 6

 Obudziłam się zmęczona tym wszystkim, przetarłam rękoma delikatnie twarz, a następnie podpierając się na ramionach rozejrzałam się po pokoju. W łóżeczku zauważyłam Melanii, która obecnie słodko spała, obok mebelka leżały paczki z prezentami i kilka wielkich misiów. Chcąc czy nie chcąc wstałam z łóżka, a następnie przeciągnęłam się i ruszyłam do szafy wcześniej spoglądając na godzinę w zegarku. Zdziwiona zauważyłam, że jest już po 8, a na 9 miałam do pracy. Chcąc się pospieszyć ruszyłam do łazienki, z wcześniej wyciągniętą czystą bielizną i długimi czarnymi rurkami oraz białą koszulą. Wchodząc pod prysznic rozebrana do naga myślałam tylko o tym, aby jak najszybciej się ogarnąć. Kilka minut później wychodziłam już całkowicie ubrana w przyszykowane ciuchy, wyperfumowałam się swoim ulubionym zapachem oraz pomalowałam rzęsy tuszem. Wchodząc do kuchni zrobiłam sobie szybko dwie kanapki z masłem i ogórkiem, a następnie zabierając torebkę ruszyłam na przystanek autobusowy.


 Wychodząc z kawiarni postanowiłam udać się do sklepu, żeby kupić zakupy spożywcze, idąc tak przyglądałam się ludziom, którzy spieszyli się. Ludzi, którzy nie zwracali uwagi na drugiego człowieka.
 Zatrzymałam się na pasach, spojrzałam najpierw w prawo, a następnie w lewo po czym nie zauważając samochodu ruszyłam na drugą stronę ulicy. Chwilę później wchodziłam już do Tesco. Zwilżyłam usta językiem zauważając mnóstwo ludzi przy jeden z głównych alejek.
 - Pewnie jakaś głupia promocja - mruknęłam wkładając monetę do wózka, a następnie ruszyłam w stronę warzyw pchając go.
 Chodząc między alejkami wrzucałam najważniejsze produkty takie jak sery, mleko, masło, szynki itp. Zatrzymując się przy dziale z warzywami i owocami, zgarnęłam jednym ruchem ręki kilka siatek. Do jednej wrzuciłam kilka pomidorów, a do drugiem cebulę, do następnej około kilogram ziemniaków. Trzymając trzy zapełnione siatki udałam się, aby zważyć produkty, a następnie odłożyłam je do wózka. Uzmysławiając sobie o kupnie marchewek i ogórków sięgnęłam rękę po kolejne dwie siatki. Nie patrząc na to co robię poczułam zamiast reklamówki czyjąś dłoń. Zdziwiona podniosłam wzrok, a moim oczom ukazał mi się tak dobrze znany czarnowłosy chłopak.
 - Zayn? - zapytałam czując napływające wspomnienia z chłopakiem w roli głównej.
- Emily kto by pomyślał, że Cię jeszcze kiedykolwiek spotkam - prychnął raniąc mnie od środka.
 Nie chcąc się rozpłakać odwróciłam się do niego plecami i ruszyłam pchając wózek w stronę kas. Zapominając o reszcie produktów udałam się od razu do pierwszej wolnej obsługującej kasy, chwilę później wychodziłam już z kilkoma siatkami.

 *Oczami Liam'a*

 Razem z Niall'em czekaliśmy na Louis'a, Harre'go i Zayn'a, aż ci wrócą z zakupów, ponieważ w naszej lodówce od samego rana nic nie ma. Nie mogąc znieść odgłosu wydobywającego się z Horan'a brzucha udałem się do kuchni w celu przeszukania pomieszczenia. Zaglądając w przeróżne szafki udało mi się znaleźć pudełko czekoladowych ciastek.
 - Mam! - wykrzyknąłem wyciągając opakowanie z brązowej szafki obok lodówki.
- Co jest? - zapytał blondyn wbiegając do kuchni.
- Znalazłem ciastka! - oznajmiłem uradowany.
- Gdzie? - zapytał zdziwiony.
- Tutaj - odpowiedziałem pokazując na mebel, z którego wyciągnąłem chwilę temu opakowanie.
 Nawet nie zauważyłem kiedy, a na mojej ręce nic nie było, zszokowany spojrzałem na chłopaka, a ten w najlepsze zajadał się ciastkami. Kilka sekund później wybudził mnie dźwięk trzaskających drzwi wejściowych. Odwróciłem wzrok z blondyna na przejście pomiędzy korytarzem, a kuchnią, a tam ukazała się reszta chłopaków z mnóstwem siatek z produktami. Wszyscy wspólnie postanowiliśmy rozpakować reklamówki i pochować zakupy do lodówki bądź szafek.
 - Zgadnijcie kogo dzisiaj widziałem - odezwał się po zakończeniu pracy Zayn.
- Kogo? - zapytał Louis zaciekawiony.
- Emily, pff - odpowiedział Mulat.
- Tą idiotkę - burknął Harry.
- Tak, trochę się zdziwiła jak mnie zobaczyła, ale jak powiedziałem zgryźliwie kilka słów to od razu uciekła - oznajmił nam Zayn.
- Możecie jej nie obrażać? - zapytałem.
- A ty co obrońca zwierząt? - odpowiedział loczek śmiejąc się złośliwie.
- Nie, ja przynajmniej nie zostawiłbym kobiety z dzieckiem tak jak ty - mruknąłem patrząc mu prosto w oczy.
- Gdyby to było moje dziecko i gdyby mnie nie wykorzystała to było by wszystko inaczej Payne - odparł chłopak.
- Chłopie po pierwsze dla twojej wiadomości to jest twoje dziecko w stu procentach, po drugie ona Ciebie nigdy nie wykorzystała. Jak dobrze chyba wiesz Emily nigdy nie pozwalała sobie coś kupować, nawet prezentów nie chciała przyjąć na swoje urodziny, a co dopiero miałaby Cię wykorzystać. Po trzecie nie słucha się jakiś nowo poznanych suk, które myślą, że znają kogoś i po czwarte jesteś kretynem Styles, twoja córka miała wczoraj urodziny, a ty nawet głupich życzeń jej nie złożyłeś - oznajmiłem mu.
- A ty niby skąd to wszystko wiesz, co ? - zapytał mi się podchodząc do mnie.
- Jakieś pół roku temu po raz pierwszy spotkałem ją od czasu waszego zerwania, wtedy dowiedziałem się o tym, że Ems urodziła dziecko tzw. Melanii, która jest kopią Ciebie. Dziewczynka ma te same dołeczki, loczki oraz oczy takie jak twoje. A wczoraj po raz pierwszy udałem się do jej mieszkania razem z Dani na urodziny małej, wiesz co się tam dowiedziałem? Nie, ponieważ ty nic kurwa nie wiesz. Emily w trakcie ciąży straciła pracę, do tego miała długi za mieszkanie prawie poroniła, ale gdyby przez przypadek pani Stephani jej nie pomogła to prawdopodobnie one by nie żyły. Pani Brown mi to wszystko opowiedziała, powiedziała mi również w sekrecie o tym, że dziewczyna zabiłaby się jakby poroniła. A wiesz co jest najlepsze? Wczoraj już pod konie urodzin przeprosiłem ją za to, że uwierzyłem w kłamstwo twojej pożal się boże dziewczyny, a ona zdziwiona zapytała mi się o jakie kłamstwo mi chodzi. Odpowiedziałem jej "Emma powiedziała nam, że jesteś, znaczy, że byłaś z Harrym tylko i wyłącznie dla kasy oraz że non stop zdradzałaś go z kim popadnie, a Styles'owi powiedziała jeszcze, że Melanii to nie jest jego córka tylko jakiegoś innego mężczyzny" , a ona upadła na ziemię i się rozpłakała - powiedziałem, a następnie zauważyłem jak chłopacy wpatrują się na mnie zdziwieni z łzami w oczach.
 Nie chcąc już na nich patrzeć udałem się do swojego pokoju.






----------------
 Wow, udało mi się napisać i to nawet dłuższy.
Co wolicie krótszy i częściej czy dłuższy i rzadziej?

4 komentarze:

  1. Wolę krótszy i częściej. :D

    Ale kocham Twojego bloga. A wiesz co? Możesz dodawać Średnie i częściej! O takie jak ten rozdział :D

    Pozdrawiam
    Marzena :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski:D prosze cie dodawaj szybko bo ja sie nie moge doczekac na kolejny rozdział:) tak jak marzena chciałabym srednie i czesciej:) - patrysia

    OdpowiedzUsuń
  3. super:) kiedy kolejny?

    OdpowiedzUsuń